“Matador” Almodóvara po rekonstrukcji cyfrowej 4K w programie 82. edycji festiwalu filmowego w Wenecji
“Matadora” Pedro Almodóvora określa, jako swój najmniej realistyczny film i choć zdaje się nie darzyć go sympatią, to nie stoi na przeszkodzie, by film ten śmiało nazywać pozycją wyjątkową w filmografii reżysera. Ukształtowała ona spojrzenie Tarantino na przemoc, a także po części mnie jako młodego człowieka poszukującego odpowiedzi na wiele pytań.
Jak mówił w wywiadach sam reżyser, nie jest on w stanie zaakceptować faktu śmierci, a “Matador” był dla niego próbą jej oswojenia. Film eksploruje zmysłową naturę śmierci, jej związek z seksualnością i pożądaniem. W tej szalonej baśni śledzimy losy dwójki bohaterów poszukujących swojego miejsca w legendzie. Ich relacja, przesycona obsesją morderstwa, stanowi spektakl sama w sobie, niczym najkrwawsza corrida.
Wg Hiszpana jego rodacy większą czcią darzą corridę, niż religię, która tak często w filmach Pedra jest wyśmiewana i krytykowana. Z kolei sięgając po tauromachię twórca wcale nie miał na myśli wyrażać o niej swojego zdania. Posłużyła mu ona wyłącznie za pretekst do eksplorowania związku pomiędzy rozkoszą seksualną, a śmiercią i przestrzenią rozpiętą między nimi.
Określany mianem erotycznego noir “Matador” był pierwszym filmem w karierze Almodóvara dofinansowanym przez hiszpańskie ministerstwo kultury. Choć urzędnicy w jego filmach dostrzegali wartość artystyczną, to o przyznaniu pieniędzy zadecydował fakt, że sława Pedra rozlała się po całej Europie. Z tego powodu zaczął być postrzegany w pewnym sensie jako towar eksportowy Hiszpani.
Od wielu lat “Matador” pozostaje dla mnie jednym z najważniejszych filmów wśród 3000 tytułów, które dotychczas zdążyłem obejrzeć. Cieszę się faktem jego projekcji tym bardziej, że poszukiwania licencji zajęły mi 6 lat. Nareszcie film trafił do repertuaru DKFu Politcehnika i będzie moim dotychczas najszczerszym wyznaniem miłości do kina przed widownią.
