22. MDAG | Niedziecięcy system – recenzja “Dzieci z Favoriten” (reż Ruth Beckermann)
Jest coś w przypatrywaniu się dzieciom, co nie tylko rozczula, ale prowadzi do refleksji. Nie chodzi tu jednak o dochodzenie do wielkich słów i kreślenie dorosłego krajobrazu w oparciu o to, co utraciliśmy, czy żerowaniu na nostalgicznym posmaku wyobraźni. Sztuką jest dostrzec w sobie dorosłego, pogodzić się z byciem nim i… umiejętnie z tego korzystać. Myślę, że właśnie dzięki takim ludziom możemy oglądać filmy takie, jak “Dzieci z Favoriten”.
Ruth Beckermann (“Mutzenbacher”, “Walc Waldheima”) tym razem z kamerą przekracza progi wiedeńskiej podstawówki, by przez 3 lata śledzić losy 25 uczniów i ich ulubionej nauczycielki Ilkay. Jak donoszą statystyki w austriackich szkołach dla ponad 60% dzieci niemiecki nie jest językiem ojczystym. W klasie Ilkay język niemiecki nie jest językiem ojczystym dla ani jednego dziecka. Wszystkie dzieci są tu przyjezdne, obce, a jednak ambitna nauczycielka stawia sobie za najwyższy cel, aby stworzyć dla nich bezpieczną, otwartą, inkluzywną przestrzeń, gdzie każde może być sobą. Bez względu na wiarę, kolor skóry, czy pochodzenie.
Jej działania poniekąd sabotuje dziurawy i wadliwy system austriackiej edukacji, w której brakuje szkolnych psychologów, nie ma zajęć wyrównawczych, a nauczyciele muszą przepracowywać się biorąc nadgodziny, by szkoła mogła dalej funkcjonować. Mimo to Ilkay nie załamuje rąk, a wręcz intesyfikuje swoje działania. Wszelkie niedogodności próbuje wykorzystać na swoją korzyść, a z sytuacji podbramkowych wyjść obronną ręką. Pozostając przy tym wszystkim wierną swoim wartościom.
Beckermann śledzi dzieci biorące udział w codziennych lekcjach, gdzie podczas plastyki jeden chłopiec drażni koleżankę ciągłym gadaniem, a inna dziewczynka upomina kolegę, by ten nie mówił po turecku, bo w czasie zajęć należy mówić po niemiecku. W ramach religi uczniowie poznają wyznania świata. Raz udadzą się do meczetu, by posłuchać o roli imana, a następnym razem odwiedzą kościół rzymskokatolicki, który jak dowiedzą się “jest kościołem wszystkich Austriaków i Austriaczek”. Gdzieś pomiędzy słowami jeden chłopiec stwierdzi, że to w porządku uderzyć kogoś na ulicy, a w odpowiedzi usłyszy bezpardonową ripostę wychowawczyni: “Brawo, właśnie zacząłeś wojnę. […] Nie zrozumiesz tego, bo w twoim kraju nie ma wojny”.
Ten cudowny, uroczy, nieraz zabawny multikulturowy kociołek mógłby wybuchnąć, ale cała zasługa w tym Ilkay, która dba, aby wszystkie składniki były odpowiednio zaopiekowane. Bywa ona rozczulająco delikatna, diabelnie cierpliwa tłumacząc tabliczkę mnożenia, ale umie też stanowczo odmówić lub przemówić głosem pełnym rozsądku. Dla dzieci wydaje się pełnić ona rolę matki, a więc najlepszą rolę, jaką może pełnić szkolny wychowawca.
