W ubiegłym roku zdarzył się mały film, który odnoszę wrażenie wszedł ciuchutko do kin, jeszcze ciszej z nich wyszedł, ale w tych, którzy go widzieli pozostawił trwały ślad. “Światłoczuła” nie miał dużej promocji, być może dlatego nie trafił do szerszego grona odbiorców. Choć osobiście wysyłałem znajomych do kina, by go zobaczyli. Każdy z nich na swój sposób wrócił zadowolony.

W filmie śledzimy rozwijającą się realcję między dwójką bohaterów. Pierwszym z nich jest Robert – profesjonalny fotograf, który zdaje się odnosi sukces za sukcesem. Każda kolejna sesja cementuje jego pozycję w artystycznym środowisku. Po drugiej stronie jest Agata – pracowniczka ośrodka wychowawczego, ciesząca się z życia i podejmująca się śmiało kolejnych okazji.

Ich dwójka poznaje się na planie zdjęciowym, a w zasadzie poprzez plan. Kiedy z jednego zlecenia Robert wraca nocą do swojego designerakiego apartamentu, siada do laptopa, żeby przyjrzeć się zdjęciom z sesji. Na jednym z nich odnajduje dziewczynę o spojrzeniu, w którym natychmiast się pogrąża z wręcz obsesyjną fascynacją. To co intryguje go najmniej jest spojrzenie dziewczyny. Bohater postanawia odnaleźć obiekt swojej obsesji i tak właśnie trafia na Agatę. W tym momencie doznaje dużego szoku, gdy okazuje się, że dziewczyna jest niewidoma. Dla Roberta jest to coś absolutnie nowego, coś co ciężko mu zrozumieć w świecie, który ma poukładany od A do Z.

Losy bohaterów, które śledzimy, są okazją do opowieści o dynamice współczesnych związków. To opowieść o dwóch ludziach na skraju 30-tki, którzy stoją w rozkroku pomiędzy codzienną stagnacją, a chęcią zmiany. Każde z nich ma swoje marzenia i cele, jedno rozwija karierę na szczycie warszawskiej bohemy, a drugie spełnia sie w pracy z trudnymi wychowankami w osiedlowym poprawczaku. To połączenie, z którego reżyser prowadzi wiele odnóg. Nie każda jest trafiona, jedna jest za długa, inna kuśtyka, a trzecia skrojona w emocjonalne sam raz. Czyż jednak nie tak wygląda życie 30-latków (jak ja)? Dziś ten wiek to dziwna, niepisana granica pomiędzy potrzebą otrząśnięcia się i wytyczenia ścieżki, a jednocześniej tkanką życia drażnioną społecznymi realiami, życia pełnego napięć, zachowawcza stagnacją.

Tadeusz Śliwa (“Nieznajomi”) nakręcił film obyczajowo-romantyczny, który nie jest ani przesłodzony, ani zbyt gorzki, ani za poważny, ani zbyt infantylny. By nazwać go portretem współczesnych 30-latków to zbyt duże słowa. Jednak jest to pewien wycinek z ich życia, który spokojnie mógłby posłużyć za preleudium do kolejnych filmów. Myślę, że na koniec odważę się nazwać ten film jednym z najlepszych filmów ubiegłego roku.