W zeszłą niedzielę ogłoszony został program zbliżającego się tygodnia filmu niemieckiego. Kolejna edycja rozpocznie się już niebawem, bowiem 22. stycznia i potrwa do 29. Wśród prezentowanych filmów znajdują się tytuły z największych festiwali filmowych m.in. Berlinale, czy Cannes. Jak co roku będzie to idealna okazja, by w przyszłym roku w styczniu spojrzeć na kinematografię naszego zachodniego sąsiada, a trzeba przyznać, że program na rok 2026 prezentuje się naprawdę ciekawie. Pełen harmonogram projekcji w 10 miastach w Polsce znajdziecie TUTAJ. Na dużym ekranie zobaczymy:

  • Wpatrując się w Słońce (reż. Mascha Schilinski, 149 min.)
  • Bohaterka (reż. Petra Volpe, 92 min.)
  • Światło (reż. Tom Tykwer, 162 min.)
  • Amrum (reż. Fatih Akin, 100 min.)
  • Babystar (reż. Joscha Bongard, 98 min.)
  • Karla (reż. Christina Tournatzés, 105 min.)
  • Niech żyje przyjaźń! (reż. David Dietl, 107 min.)

W wybranych miastach odbędą się również pokazy specjalne:

  • Biegnij Lola, biegnij (reż. Tom Tykwer, 71 min.)
  • Dziewczyna z Kolonii (reż. Ido Fluk, 116 min.)
  • Stiller (reż. Stefan Haupt, 99 min.)

Sporo filmów z tegorocznego programu będzie pokazywane w Polsce premierowo, choć kilka z nich mieliśmy okazję widzieć na dużym ekranie w trakcie letnich festiwali. Zdecydowanym faworytem nadchodzącej edycji tygodnia filmu niemieckiego jest Wpatrując się w Słońce (In die Sonne schauen). Ten tytuł udało mi się zobaczyć w berlińskim b-ware Ladenkino w listopadzie i był to seans absolutnie paraliżujący, gęsty, w którym napięcie i niepokój można ciąć plastrami. Lecz siła Wpatrując się w Słońce drzemie nie tylko w precyzyjnej kompozycji linii czasu (akcja filmu dzieje się na 4 płaszczyznach historycznych), ale przede wszystkim w języku. Osoby, którym język niemiecki nie jest obcy, będą miały okazję usłyszeć jego starą, już nieużywaną formę. Scenarzystom należą się tu wielkie brawa. Ja podczas seansu rozpływałem się w języku, który znam, a którego po raz pierwszy nie rozumiałem, choć brzmiał niesamowicie podobnie. Być może nie zdawałbym sobie z tego sprawy, gdyby nie pewna stara hippiska, z którą miałem okazję porozmawiać przed kinem o filmie przy papierosie i piwie.

Wśród kolejnych ciekawych tytułów znajdują się Bohaterka (Heldin), która robiła już furorę na tegorocznym Berlinale w sekcji Berlinale Special. Główna bohaterka Floria jest osobą całkowicie oddającą się swojej pracy, z pełnym zaangażowaniem starając się nie popełnić błędu na sali chirurgicznej i przy szpitalnych łóżkach. Jest to wniknięcie do pielęgniarskiego świata w Szwajcarii, gdzie braki kadrowe spotykają się z najwyższą formą presji, czyli walką o życie pacjentów. Ten film ogląda się niczym thriller.

Innym filmem przepełnionym energią, lecz tym razem pozytywną jest Dziewczyna z Kolonii (Köln 75). Podobnie jak Bohaterka także zachwycała widzów Berlinale. Osobiście nie miałem okazji jej obejrzeć, bo opis festiwalowy nie wydawał się mi na tyle ciekawy, by poświęcać cały filmowy blok, ale mój dobry znajomy tak pisał o Dziewczynie z Kolonii na Filmwebie: “Pomyślna próba stworzenia europejskiego, dynamicznego kina z emocjonującą historią. Modne romantyzowanie lat 70. da się przeżyć przez balansujące się postacie.”

Są jednak dwa filmy w programie, które zdecydowanie Wam odradzam to Światło (Das Licht) Toma Tykwera oraz Amrum Fatiha Akina, które to znalazły się w programie mam wrażenie jedynie przez stojące za nimi duże nazwiska. W pierwszym reżyser otwiera zbyt wiele okien, przez które chce patrzeć w tym samym momencie. Sprawia on wrażenie, jakby w trakcie tego zapomniał za czym wygląda, co z mijającymi minutami przekłada się na odczucia widza, jakby Światło chciało złapać zbyt wiele srok za ogon, jednocześnie stojąc w rozkroku i będąc tytułem spóźnionym w komentowaniu społecznych problemów, z jakimi mierzą się Niemcy. Film Tykwera zawiera w sobie również ciekawy wątek sci-fi nieco ratujący film, ale przez zbyt małą jego eksploatację wywołuje poczucie niedosytu. Odpowiednie jego rozbudowanie być może lepiej połączyłoby te srocze ogony, o których chwytaniu przed chwilą pisałem.

O ile Wpatrując się w Słońce był filmem, gdzie niesamowicie zadbano o realia epoki, to Amrum jest filmem, w którym dla tureckiego reżysera była to kwestia drugorzędna. Wniknął on w temat na tyle, by wystarczało to na zbudowanie odpowiedniego poziomu dramatyzmu. Opowiada bowiem historię małego chłopca, żyjącego w nazistowskim micie razem z matką, będącą przykłądną żoną nazisty piszącego książki o klasyfikowaniu i odróżnianiu rasy panów od brudu. Kiedy z radia rozlega się głos o przegranej przez Niemcy wojnie oraz samobójczej śmierci Hitlera, matka chłopca popada w depresję. Mały Nanning przez następne 90 minut filmu będzie próbował nakłonić matkę do jedzenia, starając się spełnić jej życzenie o kromce białego chleba z masłem i miodem. To, co próbuje osiągnąć film nie jest jasno sprecyzowane. Raz skłania się ku pokazaniu, jak upadek trzeciej rzeszy zdestabilizował psychiczne zdrowie osób ślepo w nią wierzących. Z drugiej strony jest to dramat chłopca, który nie rozumie, co się dzieje i z dziecięcą wciąż naiwnością podejmującego kolejne desperackie próby dogodzenia matce do momentu, gdy życie, jak to się mówi, boleśnie go nie zweryfikuje. Z trzeciej jeszcze strony Fatih Akin wydaje się skłaniać ku krytyce, lecz niezbyt dosadnej, nazistowskiej odklejki, w której żyli Niemcy przekonani o boskich cechach rasy panów. Niestety, wszystko to jest jakieś nierówne, przez co dla mnie, jako dla polskiego widza, jest to bycie niechlujnym.

Wpatrując się w Słońce (reż. Mascha Schilinski)